Zakładki:
Czarny Dżaguar
Imieniny
KONTAKT:
koala_bear@vp.pl
REDAKCJA KRYTICONU
UWAGA! UWAGA! Uprzejmie proszę o pozostawienie po sobie komentarza. Z góry dziękuje!
ZNAJOME BLOGI
|
poniedziałek, 16 czerwca 2008
Wujek
Pamiętasz? Te bajki na dobranoc Które mi opowiadałeś O odwróconym świecie O dworkach i czołgach Pamiętasz? Te podwinięte nogawki Mokre spodnie Bo na fale! Na fale! W morzu zabawy Pamiętasz? Gdy ten pies, te kły I co by było, gdyby nie ty Twoja ręka. Twoja krew. A powinna być moja Pamiętasz? Ja pamiętam Radość Dobroć Miłość A taki mały Taki mały byłem Pamiętasz? Pamiętasz Ale Ciebie już nie ma Szesnasta pięćdziesiąt pięć I podpis lekarza Ołowiany żołnierzyk
Już zdążyłem zapomnieć O tym uśmiechu i głosie Wpisałem to w przeszłość A przynajmniej tak chciałem I udało mi się! Częściowo Zwyciężyłem! Połowicznie Bo wtedy ty, taka sama Jak w tych dobrych chwilach Zapukłaś do mych drzwi I oznajmiłaś: Wróciłam! Wiedziałem już, że przepadłem Tak samo bezsilny Na powrót, znów, jeszcze raz Mały bezradny Ołowiany żołnierzyk W twych rękach
niedziela, 15 czerwca 2008
Zagadka dziejowa
Ledwo pożółkły strony I wysechł atrament A nikt już tego nie wie Jak to właściwie było Wtedy Minęło Nic Dla człowieka Wszystko Parę dziesiątek czasu jednostek Tak tanich, tak cennych Siedzimy teraz na tarasie dziejów I spieramy się kto komu i dlaczego? Ten tamtemu Tamten temu Jedna jest prawda Obiektywna Wiele jest prawd Subiektywnych A przecież ledwo pożółkły strony I wysechł atrament Zagadka STRÓŻ
Wsiadł do pustego autobusu i usiadł przy oknie. Bezmyślnie
zaczął obserwować świat za szybą. Syf, brud, nędza. I jak tu żyć? Chodniki
krzywe, popękane. Drogi nierówne, dziurawe. Śmieci walające się po ziemi i
kosze wypełnione po brzegi. Szarość budynków, szarość nieba, szarość ludzi. I
jak tu żyć, ja się pytam? Jak? *** Koniec zmiany. Podbita karta. Kolejny człowiek odhaczony, odrobiony, na konto zaliczony. Wreszcie się napić będzie można. W barze. Wejdę jak zawsze i krzyknę- Czołem anioły! Oni się zaśmieją, do stołu zaproszą. Karty przetasują i rozdadzą. Nawet papierosem uraczą. Dużo dymu. I alkoholu. Przesiąkamy tymi zapachami, ale nie myślimy o tym. Liczymy na chwilę zapomnienia, relaksu. Pogadamy i pośmiejemy się z ludzkiej naiwności, z ich błędów i słabości. I tylko jeden, samotny będzie siedział w kącie baru i kiwał głową na znak dezaprobaty. Szczery, wierzący, ostatni. Wytwór starej daty. Nawet o zarobkach nie myśli. Frajer. Same nieszczęścia na ludzi ściąga. Okrutnik. Idealista. Prawdziwy anioł stróż. Ostatni? Tak? No to zdrowie!- aniołowie podnieśli szklanki i głośno się śmiejąc, wlali do swych gardeł przezroczysty płyn.
sobota, 14 czerwca 2008
Odkrywcy
Stanąłem na brzegu Patrzyłem na statek Beczki wtaczali na pokład Żagle wciągali na maszt Zaraz się zacznie Odbijamy Manewrujemy Wypływamy I już płyniemy Gdzieś w oddali niknie brzeg Za nami został ląd i życie Przed nami morze I tylko morze Płyniemy zawieszeni Między jedną ziemią a drugą Między bytem a nie bytem Nic nam nie pozostało Tylko woda Tylko drewno Tylko płótno Nie chcieliśmy pomocy Żadnych wskazówek Żadnych map Ufni w siebie i technikę Co przed nami? Nieznane Kim jesteśmy? Duchami Kim będziemy? Odkrywcami I tak w kółko Bez końca Pokolenie Pokolenia Pokoleniu Czekanie
Otworzyłem okno Rozłożyłem łóżko Leżałem Poczułem chłód Nocy chłód Ciekawe Poczułem strach Zwierzęcy strach Nieznane Poczułem pustkę Zwyczajną pustkę Bez opisu A przecież żyłem Myślałem Pragnąłem Kim byłem? Kim jestem? Kim będę? Czerwiec Lato Słońce A ja gdzieś po środku Wiecznie po środku Czekałem I czekać będę
sobota, 08 marca 2008
MIASTO
Obrazy Miasta przesuwały się za szybą, zatrzymując się, co
jakiś czas, na krótką chwilę wyznaczaną przystankami i światłami. Miasto nie
należało ani do ładnych, ani do brzydkich. Miasto nie było ani nowoczesne, ani
starodawne. Miasto miało w sobie wiele elementów, które sprawiały, że na usta
cisnęło się jedno słowo: kontrast. Tu budynek niski, tam wysoki. Tu kamienica,
tam drapacz chmur. Tu budka, barak, blaszak. Tam butik, biurowiec, bank. Ludzki
umysł nie był w stanie pojąć tej urbanistycznej zagadki. Mieszkańcy Miasta nie zwracali już uwagi na chaos, który ich otaczał. Ot, ludzka natura, która każe żyć w wirze przyzwyczajeń, która najniezwyklejszą rzecz, po którymś powtórzeniu, po n- tym ponownym spotkaniu, zamyka w klatkę oblepioną napisami: normalność, codzienność, rutyna. Dla większości mieszkańców tego Miasta, istniało ono jedynie w kategorii otoczenia, sprowadzając się do pewnych krótkich haseł- powiązań. Budynek A- mieszkanie. Budynek B- biuro. Ulica A- droga do pracy. Budynek C- sklep. Miasto było im obojętne, nie stanowiło dla nich żadnego organizmu, istoty żywej, kompleksowej postaci. Było dla nich pozbawione ducha. Nie mieli ochoty z nim rozmawiać. Uciekali na przedmieścia, w weekendy na działki. Ale czy może być inaczej, gdy większość z nich nawet w nim się nie urodziła? Przyjechali z całego Kraju do pracy. I w takiej również kategorii postrzegali to Miasto- roboczej. Tramwaj zatrzymał się na chwilę. Kadr za szybą prezentował się następująco: budka blaszana przygnieciona wielkim, neonowym napisem KEBAB. Na drugim planie stara kamienica. Obok niej niski, brudny, szklany, brzydki budyneczek. Relikt czasów minionych. Supersam. Na dalszym planie zabytkowy kościół, którego strzelista dzwonnica kilkadziesiąt lat temu przegrała konkurencję z betonowym pudełkiem zapałek. Cecha czasów minionych: wszystko, co najmniejsze, najmniej wartościowe, zostaje nobilitowane i powiększone. Pudełko zapałek staje się wielkim drapaczem chmur. Kościółkowi pozostaje żyć w jego tle. Czasy minione- ich już nie powinno być. Jednak w Mieście jest inaczej. W Kraju jest inaczej. Czasy minione z całych sił walczą o przetrwanie. Swoimi mackami oplatają teraźniejszość i ciągną ją w dół.- O nie, nie możecie iść naprzód bez nas!- krzyczą.- Spójrzcie! Przecież my jesteśmy! Otaczamy was! Żyjecie obok nas! Żyjecie w naszych domach! Jeździcie po naszych ulicach! Wychowałyśmy was! Tak, czasy minione
są przebiegłe. Chcą wykazać ciągłość, chcą pokazać, że jeszcze żyją, że mają na
nas wpływ. Mieszkańcy Miasta stukają się w głowę i mówią: „Przecież to już
minęło! Tego już nie ma!” Wysiadłem z tramwaju, tak jak większość ludzi. Reszta
mieszkańców przystanęła, zatrzymała się na ulicach. Lekko skonfundowani
podnieśli głowy.
piątek, 23 listopada 2007
Triumwirat
Czas I Pan Beznadziej Idą środkiem ulicy, W czarno-białej paradzie. Idą tu i teraz, I za miesiąc, i za rok. I za lat kilka. Niby słoneczny dzień. Promień wyblakły oświetla ich twarze. Niby wesoły czas. A nikłe uśmiechy i skromne słowa. Nadziei! nie ma. Wsparcia! nie ma. Współczucia! nie ma. Zostaliśmy sami. Ja, Czas, I Pan Beznadziej. A mogło być inaczej… A mogłem! A gdybym! Gdybym… Inny był. Tu i teraz, I za miesiąc, i za rok. I za lat kilka. Zostaniemy sami. Na zawsze. Ja, Czas, I Pan Beznadziej… Bo założyliśmy triumwirat, W czasie tego jesiennego spaceru. My! Trzej potężni! A Krassusem? Krassusem będę ja.
czwartek, 22 listopada 2007
Pan Beznadziej
Siedzi w ciemnym zakamarku, Podrzędnego baru. W długim, ciemnym płaszczu, Z kapeluszem na głowie. Sączy litry alkoholi, Na cudzy rachunek. Bo sam w sumie biedny, Choć tak potężny się wydaje! Rozmawiać z nim nie sposób, Bo i tak odporny na twe argumenty. Siedzisz, więc i słuchasz Jego monologu. Silne emocje wzbudzają jego słowa. Czujesz ból, złość i gorycz. A w tle tandetną muzykę Gra zepsuta szafa grająca. Krzyczysz, wstajesz, Chcesz uciec- nie możesz. Siedzisz, więc i słuchasz Jego monologu. Aż w końcu wszystko akceptujesz, I ze spuszczoną głową, Drobnymi miedziakami, Płacisz za jego drinka. A on na odchodnym, Uśmiechnie się i powie. - Do następnego razu, mój przyjacielu!-
piątek, 24 listopada 2006
Puste frazesy
...
... Tragedia w gdańskim gimnazjum otworzyła oczy dorosłym, którzy wcześniej nie dostrzegali niebezpieczeństwa i zła kryjącego się w polskich szkołach. Dorosłym, którzy o tym jeszcze nie wiedzieli, dla których szkoła była ostoją spokoju, miejscem kształtowania młodych ludzi Taka wizja szkoły była i jest dla każdego młodego człowieka wizją odległa, fatamorganą. Przecież każdy z uczniów liceum może opowiedzieć o tym, co się działo u niego w gimnazjum- kogo pobili, kogo „skroili”. Jego ta tragedia nie uświadamia. On o tym złu doskonale wiedział. Dla niego to jest po prostu przekroczenie ostatniej granicy, która i tak w ciągu ostatnich lat niebezpiecznie się przesunęła. Szacunek dla nauczyciela, dyscyplina, szkoła jako miejsce tworzenia moralnego szkieletu młodego człowieka. Czy którekolwiek z tych określeń padnie z ust ucznia, jeśli zapyta się go o to, z czym kojarzy mu się szkoła? Nie. Zamiast tego „rzuci”, bez chwili namysłu, bezrefleksyjnie, zbitkę słów- strach, pobicie, kradzież, narkotyki, alkohol, zero szacunku, zero moralności. To jest właśnie współczesna, polska szkoła! Jednak gdańska tragedia przekroczyła wszelkie normy, obnażyła klęskę całego systemu edukacji. Bo co innego można powiedzieć, gdy na oczach całej klasy rozbiera się dziewczynę i symuluje gwałt? Gdy ona popełnia samobójstwo, bo grupa młodocianych degeneratów chciała się zabawić? Gdy cała klasa nie reaguje, biernie siedzi i się przygląda, nie rzuca się z pomocą.? Nawet, gdy jest podany sygnał, gdy jedna z koleżanek Ani wstaje i głośno protestuje. Dlaczego nie było odzewu? Dlaczego w ogóle mogło dojść do tak dramatycznego, tragicznego wydarzenia? Winne jest bezrefleksyjne zapatrzenie w Zachód, który zarzuca nam zaściankowość, zacofanie, skrajną nietolerancję, bo 97% naszego społeczeństwa to katolicy, ludzie, którzy należą do kościoła skrajnie konserwatywnego, kościoła, który na piedestał wynosi podstawowe zasady moralne. Co Zachód oferuje w zamian? Co dla niego jest priorytetem, podstawą? Tolerancja, która przynosi defilady transwestytów na ulicach. Odrzucenie podziału na białe i czarne, zanurzenie całej codzienności w odcień szarości. Sprowadzenie sprawy seksu, cielesności do jak najbardziej trywialnego pojęcia zabawy. Wmówienie młodym ludziom, że jeśli nie uprawiają seksu w wieku 15-16 lat to są nienormalni. Ba! Wmówieniu, że jeśli robi to 14- latek to w sumie jest to w porządku. O tak! Zachód niesie łatwe i przyjemne życie. Życie bez wartości, z pustymi frazesami „europejskości”, „kosmopolityzmu”, „otwartości na świat”. Właśnie owy kosmopolityzm i otwartość na świat spowodowały zalew gazet typu „Bravo”, gdzie 14-latki piszą o swych erotycznych przygodach, przyniosło reklamy, które nawet, gdy tyczą się wody mineralnej potrafią nasycić się erotyzmem. Ta „otwartość”, „uświadamianie młodych” w prostej linii generuje ludzi, którzy mają spaczony światopogląd. To oni w dużej części siedzieli w klasie z Anią. Oni siedzieli i nic nie zrobili. Bo i po co? Przecież to tylko takie żarty. Odarcie z godności koleżanki nie robi na nich wrażenia. Tak jak nie zrobiło na jej oprawcach. Zmiany są niezbędne. Nie mogą być one jednak nieprzemyślane, tworzone ad hoc. Tu jest wymagany głęboki koncept, współmierny do skali zjawiska. I to jest podstawa, owy priorytet priorytetów. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||